Już Cię żegnam, najmilszy

1.
Już Cię żegnam, najmilszy Synu Chrystusie,
serca mego pociecho, śliczny Jezusie!
Cóż ja pocznę, utrapiona
Matka Twoja opuszczona
straciwszy Ciebie.
Weź mnie raczej na śmierć z sobą,
wolę umrzeć razem z Tobą,
żyć społem w niebie!

2.
Wieczerzę świętą z Ciała swego gotujesz,
nogi uczniom umywasz, mile całujesz:
schylasz się do stóp Judasza,
piękność i ozdoba nasza;
łzami polewasz;
abyś go odwiódł od zdrady,
od niezbożnych Żydów rady;
wzgardę odbierasz.

3.
Już od żalu umieram, na to patrzając;
nie wiem, co czynić, Matka smutna zostając;
O złośliwych ludzi czyny,
imających bez przyczyny,
dosyć żałości!
Na modlitwie klęczącego,
krwawym potem płynącego.
nie masz litości.

4.
Niestetyż mnie strapionej, żem doczekała
nieszczęśliwej godziny, gdym oglądała
Ciebie, Syna zranionego,
przed Piłatem stawionego,
by Cię męczyli.
Do Heroda Cię posłali,
aby Cię i tam wyśmiali
i wyszydzili.

5.
U Piłata srogość Ci większą wskazuję,
gdy u słupa rózgami mocno biczują.
Lud wielce zakamieniały,
w złości swej zapamiętały,
nic nie folguje.
W którąkolwiek spojrzę stronę,
widzę trudną być obronę,
nikt nie lituje.

6.
Miecz okrutny przebija moje wnętrzności.
Widzę zawziętą srogość oprawców złości.
Że Cię w purpurę obłóczy,
ostre ciernie w głowę wtłoczy,
nic nie folgując;
na Piłata krzyczy, woła,
by Cię na śmierć sądził zgoła
nic nie litując.

7.
Łańcuch ciężki na szyję świętą wkładają,
trzcinę na pośmiewisko w rękę dawają.
Już Cię na śmierć dekretują
i krzyż okrutny gotują,
o zła godzina!
Na który masz być włożony,
między łotry policzony,
straszna nowina!

8.
Cóż ja pocznę na świecie, kiedym pozbyła
Ciebie, Synu najmilszy, marniem straciła!?
Niechże umrę z tej przyczyny,
że mi wzięły ludzkie winy
Syna mojego,
który po to zstąpił z nieba,
że okupu było trzeba
ludowi Jego.